.©
.®




21 maja 2011

well, well
is that our little author?
coming back, humming his hymns a little altered




kto by pomyślał. jestem kurą domową. no ok, na tuningu. nie potrafię zrozumieć, od kiedy jaram się wyszorowaną wanną i zapachem Domestosa z wuce. 240 giga filmów na na świeżuchnym dysku i w ogóle, chyba z 100 gazet do przeczytania a ja wzruszam ramionami. książki niet! masakra. jedyne co mnie rajcuje, uspokaja i napędza to mop i czyste gary.

a mój bratanek jest tak słodki, że pierdolę, nie czekam do września! kradnę.

matka natura wyruchała mnie w grudniu.


♪♪ Lupe Fiasco Shining Down





18 maja 2011

you, your sex is on fire


2 lata, plask. bam. w pisdu.

w skrócie? nie było taty, nie ma już mamy. codzienna pustka emocjonalna z tym faktem związana niewypowiedziana. codziennie wypłakana. edukacyjne faux pas na finiszu, którego mam wrażenie nie osiągnę. marazm, depresja, zwątpienie. szósty miesiąc ciąży, ot co. hormonalne salta. nie mam pojęcia dokąd prowadzi mnie ta droga, ale póki co trwoga przed każdym zakrętem. a seks to jakaś całkiem powalona sprawa w ogóle jest, choć myślałam, ze już nic mnie nie zaskoczy.

aj law ju, bejbi boj.


♪♪ Kings of Leon Sex on fire



5 kwietnia 2009

weź nie pierdol, bejbe


nie mam od jakiegoś roku nawet czasu się wysrać, nawet niekończące oczekiwanie na ten stolec stało się ciekawym, odstresowującym zajęciem. oczywiście moja stopa życiowa nie poszybowała szalenie w górę. myślę, że jest nawet gorzej niż było. a jednak micha ucieszona. jak to się mówi.. kręci się, mota, czas zapietala, się zapętla, misiu. każdy zna interesy na esemesy.

podobno intymnie poleciałam na łeb na szyję, że już nie ta, nie tenteges. a ja kurwa dopiero teraz czuję że żyję ! teraz właśnie wiem że jak boli to boli, a jak czas do domu to czas do domu, choć wybiórczo, żeby nie było, żeby nie było. chaos, chaos w głowie ale musiałam sobie to powiedzieć.

i jak tak na to patrzę to będzie edit, oj będzie heh

bo jeśli wiesz po co żyć, przeżyjesz każde jak.


♪♪ Nas Street Dreams